niedziela, 13 stycznia 2019

Ranking najlepszych parówek i czy MOM to najgorsze co możemy w nich znaleźć?


Parówki - ulubione jedzenie naszych dzieci, jak również wielu dorosłych. Czy rzeczywiście ten produkt to najgorszy wybów z wyrobów mięsnych? Czy faktycznie MOM (mięso oddzielone mechanicznie) to syf, którego powinno omijać się szerokim łukiem? Odpowiedź na te pytania znajdziesz w poniższym artykule - moim rankingu na najlepsze parówki, jakie możemy kupić dla naszych pociech na polskim rynku. W rankingu pominęłam całkowicie wyroby o złym składzie jakościowym.

Parówkowy ranking

W poniższej tabeli ujęłam, najważniejsze w mojej ocenie, substancje na które powinniśmy zwracać uwagę podczas wyboru parówek.

Z pewnością nie lubię parówek pakowanych w folię - zawsze to dodatkowy palstik (bisfenol), którego można przecież uniknąć.

Niestety wszystkie parówki zawierają aromaty. Przed tym chyba już nie da się dzisiaj uciec..


And the winner is..


Może zdziwi Cię mój wybór, ale mój research składów parówek wskazuje na produkty z Biedronki (Kraina Wędlin) i Lidla (Pure i Piratki). Okazuje się, że te parówki można zaliczyć do jednych z lepszych, jeśli chodzi o składy. Zawierają 93-94% mięsa, są pozbawione m.in. glutenu, dodatku fosforanów, glutaminianu monosodowego i barwników i kosztują ok. 5 zł.

Składnikiem, który obniża ich jakość, jest w obu przypadkach niestety białko sojowe, które zapewne zastosowano do poprawienia ich struktury. Dlatego też skład ich idealny nie jest, ale z pewnością zbliżony do ideału.

Ostateczny wybór sprowadza się do typu mięsa, z którego parówki zostały zrobione. Pomimo tego, że wyroby z Biedronki mają go nieco więcej, to jednak indyk z Lidla wydaje się być lepszym wyborem, w szczególności dla dzieci.

MOM - czy rzeczywiście należy się go bać?

MOM, czyli mięso oddzielone mechanicznie, to nic innego, jak resztki, na przykład drobiu, odseparowane od kości, zmielone na gładką masę i dodawane do produktów mięsnych. Mówi się, że MOM to mięso drugiej kategorii, zatem produkty na bazie MOM są niedobre i powinniśmy ich unikać.

Wokół MOM-u panuje niemalże epidemia strachu. Pytanie - czy słusznie?

No cóż.. prawdą jest że MOM zawiera sporo tłuszczu i że to mięso drugiej kategorii. Tyle, że obecnie mamy ogromne braki w tej tzw. II kategorii mięsa. Wszelkie części mięsa, które nim fizyczne nie są, traktowane są dziś jako odpady. Tym samym producenci pozbawiają produkty mięsne wartościowych dla nas składników, jakimi są chociażby chrząstki. Tymczasem te właśnie odpady są niczym innym jak naturalnym kolagenem, czyli lekarstwem na nasze stawy.

Ze świecą dziś szukać produktów takich jak np. kurze łapki, z których robię galaretki kolagenowe i dodaję gdzie tylko mogę. Prawdą jest, że ludziom brakuje dziś kolagenu. Nie dziwne, że coraz to młodsze osoby mają problemy ze stawami, włączając w to dzieci!

Przykładowo Japończycy kochają MOM i kupują od nas bardzo dużo produktów, które go zawierają. Dodatkowo kupują jeszcze same chrząstki. Nabywają je i spożywają, ponieważ zawierają one bardzo dużo wapnia i kolagenu. Mówią bez ogródek: “Po co kupować wapń, czy kolagen w aptece, skoro można je zjadać w naturalnej chrząstce czy MOM?”

Oczywiście nie zrozum mnie źle. Nie chcę powiedzieć, że MOM to super bomba kolagenowa i wapniowa, a parówki to najlepsze mięso na świecie. Chcę tylko odwrócić Twoją uwagę od rzeczy mniej ważnych i skierować na bardziej istotne. Wiadomo, że z niczym nie należy przesadzać, bo w MOM znajdziesz też sporo tłuszczu.

Rozbawia mnie po prostu jak uwaga mediów kierowana jest na dziwne tory.. Zawsze się zastanawiam po co to wszystko? Patrząc na to ile rzeczywiście mamy istotnie szkodliwej chemii w żywności, zajmowanie się tematami pokroju MOM, jest po prostu śmieszne. To nic innego jak mydlenie oczu konsumenta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz